Woskować, bejcować, lakierować?

18 lutego 2011
By

No i mamy zimę, jakby ktoś nie wiedział. Dla mnie zima to zawsze czas, jak u niedźwiedzi, snu zimowego. Z tym, że niedźwiedzie zwijają się w kłębek i budzą się na wiosnę. Ja natomiast z racji, że jestem zawodowym operatorem wózka inwalidzkiego, jak sypnie śniegiem, wychodzę tylko na odległość psiej smyczy od domu. Zarówno mój pies i ja mamy przechlapane. Ale to nie znaczy, że jak niedźwiedzie nie piję, nie palę i nie… Zima to dla mnie zawsze intensywny okres załatwiania interesów i kombinowania na różne strony. Robię rzeczy, na które nie mam czasu gdy bałwany odlatują do zimnych krajów. I tak jak w tytule, pod wpływem znakomitych artykułów Jacka Jalensa o fajczarskim Graalu, jak również tegoż autora, „Z czego się robi fajki?”, zaczęła mi kołatać po głowie zasadność pokrywania fajek czymkolwiek.

Ale od początku. Nie będę się powtarzał i pisał historii fajkarstwa. Dość, że odkryto idealny materiał na fajki – wrzosiec. O tym, jaki on jest, Jacek pisał bardzo obszernie. Jedna z cech tego drewna to, podobnie jak pianki morskiej, zdolność do odprowadzania syfów tytoniowych dzięki porowatej strukturze. Dlatego też fajka po paleniu musi swoje odleżeć. Przynajmniej dobę. Na wszystkich forach, doświadczeni fajczarze piszą, że gdy dostaną fajkę używaną, pierwsze co robią, to pozbywają się warstwy zewnętrznej, drą lakier do gołego. Później fajkę się higienizuje różnymi metodami, ale to już inna para kaloszy. Mnie interesuje problem warstwy zewnętrznej, a więc wosk lub bejca, czy lakier.

Więc najpierw fajkę się czyści wewnątrz z nagaru, później płucze całymi dniami w np. spirytusie aby pozbyć się syfu i udrożnić pory we wrzoścu, a następnie fajkę zalewa się z wierzchu toną wosku. Bo przecież musi być glans. To tak jakby wybudować najlepszy na świecie piec, a później zatkać komin szmatą, bo to fajnie wygląda.

Może ja się nie znam, może nie mam racji, ale wydaje mi się, że pokrywanie fajki czymkolwiek z wierzchu to nieporozumienie. Oczywiście zaraz podniosą się głosy, że tak się robi od lat i jest dobrze, ale coś mi tu nie pasuje. No bo po co pieścić wrzosiec różnymi metodami, żeby był porowaty i oddychał, a następnie czopować te pory woskiem, bejcą lub lakierem. Słyszałem, że w drogich fajkach stosuje się lakier pozwalający drewnu właśnie oddychać. Ale już carnauba ze swoją specyfiką całkowicie zasyfia fajkę. Przekonałem się o tym przy renowacji Vauenki. Po wecowaniu i kąpieli w spirytusie, nie mogłem się powstrzymać i zapaliłem w surowiźnie. Fajka była zajebiaszcza. Postanowiłem ją wywoskować. Nagrzałem suszarką główkę i nasmarowałem carnaubą. Po polerowaniu wyglądała jak nówka. Ale co z tego, skoro kopała jak najgorsza zaraza. Zrzuciłem to na karb jej nieopalenia. Szczerze mówiąc zbytnio się nie zastanawiałem, czemu taka wstrętna. Dopiero po wielu paleniach odzyskała smak.

W swoim czasie zainteresowałem się metodą wybłyszczania drewna metodą „kołeczkowania” drewnem o drewno. Nie można tego zrobić na fajce nawoskowanej. Wykąpałem więc moją Vauenkę w spirycie i wykołeczkowałem. Do tej pory myślałem, że jest smaczna, ale dopiero po pozbyciu się radykalnie wosku odzyskała prawdziwy smak. Żadna z moich fajek nie jest woskowana, wszystkie są „surowe”, a błyszczą się po wypolerowaniu drewna na sucho.

Może się mylę, może wgrałem sobie jakąś gierkę, ale uważam, że fajka nie powinna być czymkolwiek powleczona.

Chyba że ktoś mnie przekona, że jest inaczej…

Tags: ,

23 Responses to Woskować, bejcować, lakierować?

  1. 18 lutego 2011 at 06:41

    Teraz tylko czekać na poddanie w wątpliwość metody woskowania opisanej ostatnio przez Towera. Nie ukrywam, że liczę na to, bo bez dostępu do dremela i innych kręciołków jest to jedyny prosty, łatwy i skuteczny sposób na woskowanie. Tylko czy ten spirytus z woskiem odparowujący na fajce.. no właśnie..

  2. 18 lutego 2011 at 08:42

    Wosk, kojarzy nam się z woskiem pszczelim, tłustym i klejącym ale karnauba to jest coś nieco innego, zasadniczo do wosku pszczelego jest jedynie podobny. Z powodzeniem możemy założyć że cienka jego warstwa jest przepuszczalna, choć jak Wojtek wspomniał, choć dowodów pewnych brak.

    Co do metody Tawera na polerowanie pastą, nie ma mowy o krytyce, bo jest to od lat sprawdzona metoda, taką pastę kupisz w każdej trafice, choć nie daje ona tak wizualnie dobrych efektow jak taka domowej roboty. Sam na fajkach nie testowałem, ale testowałem na wrzoścowym wisiorku który kilka dni temu zrobiłem, łącząc srebro, wrzosiec i kość, po dwóch dniach noszenia był na powrót matowy, nawoskowałem go na polerce i minęły już trzy dni i nadal się świeci- ale docelowo chyba jednak pokryję go szelakiem.

  3. Jacek A. Rochacki
    18 lutego 2011 at 08:44

    Mnie samemu i mnie podobnym nie sposób nie zgodzić się ze zdaniem p. Wojtka – Keilwerth. Po raz kolejny powtarzam: polerka/maszyna o mocy min. 350 W., dwie prędkości: ca. 1400 rpm. i 2800 rpm., tarcza polerska bawełniana o średnicy 100-140 mm.

    Myślę że nie trzeba poddawać w wątpliwość opisów czy wyników na pewno szlachetnych i tworczych eksperymentów. Na pewno jest to jedna z dróg rozwoju, a że nie zawsze rezultaty bywają pozytywne, to już inna historia.

    • yopas
      18 lutego 2011 at 09:49

      Fakt, że w pewnym momencie pozwoliłem sobie na niewybredne igrce dotyczące polerowania „profesjonalnego” (cudzysłów oznacza, że jest to polerowanie, o jakim od zawsze piszą i Janek i Pan Jacek A.R. ale nie ma to związku z wynagrodzeniem za polerowanie), wcale nie oznacza, że nie miewam w życiu okresów zadumy. O mam teraz! Otóż mam w domu fajkę, którą kupiłem od pewnego włoskiego „machera fajkowego” na ebayu (pierro cośtam cośtam) i ona jest wypolerowana tak, że nawet po bardzo długim czasie (może rok) obcowania cały czas jest w połysku (oczywiście istnieje szansa, że ktoś mnie nabiera, że są na niej inne substancje niż carnauba) i bardzo lubię ją palić i smakuje (oczywiście, może się okazać, że nie znam się na smaku). Mam też inną fajkę, którą nabyłem już nawoskowaną, a która pod wpływem moich łap zmatowiała nadzwyczaj szybko (dwa, trzy palenia)…

      Prywatnie – fajek nie woskuję, nie bejcuję, czasem przeciągam powierzchnię zewnętrzną przy pomocy szmatki i kropelki oliwy z oliwek.

      UkłonY,

      • 18 lutego 2011 at 09:58

        jesli to nie przemyslowa produkcja to moze byc ze fajka byla polerowana do 2000 na taśmie lub tarczy, zaciągana (kołeczkowana) i dopiero woskowana, po takiej proceduze świeci się sama z siebie a nie z wosku dlatego efekt jest bardzo trwaly, dopiero moczenie w spirytusie pozbawiło by ją połysku bo podniosły by się włókna na powierzchni drewna (piszę jak ja to widzę nie jak jest, może widzę źle)

        • yopas
          18 lutego 2011 at 11:23

          To jest nareperowany i odnowiony Shamrock od Petersona.

  4. Jacek A. Rochacki
    18 lutego 2011 at 10:03

    – igrce – zawsze mile widziane :) natomiast jeśli o cudzysłów chodzi, to może mniej ważne, co tu wypisuję ja czy p. Jan, a ważniejsze – to „podstawy fizyki i zdrowy rozsądek” wedle którego uczą polerowania w dobrych szkołach (nie lubię słowa uczelnia bo to dla mnie takie nadęte troszkę jest). Mam na myśli nie tylko szkoły typu technicznego, ale i uniwersytety czy akademie sztuk pięknych na ktorych istnieją wydziały czy pracownie konserwacji. No i niech mi będzie wolno dodać, iż czynnik: płacą – nie płacą niewiele może mieć wspólnego z profesjonalizmem. Właśnie będę miał honor być jednym z referentów na kolejnej sesji naukowej z zakresu historii sztuki – dawnego złotnictwa, gdzie czołowi specjaliści z naszych uczelni, muzeów narodowych etc. będą wygłaszali referaty nad którymi pracowano długie miesiące. Za zero wynagrodzenia licząc w pieniądzach. Nawet bez zwrotu kosztów dojazdu.

  5. marek milczek
    marek milczek
    18 lutego 2011 at 10:36

    Wojtku, prześledź, jaka dyskusja przetoczyła się pod tym wątkiem
    http://www.fajka.net.pl/poradniki/fajka-w-praktyce/okresowa-renowacja-fajki/
    i zauważ, że tak naprawdę nikt nie wie ile złego czynią te metody nabłyszczania fajek. Zły smak zrzuca się na wszystko, tylko nie na zaczopowane drewno. Napisałeś, że naturalne woski nie psują smaku. Ale zauważ, że carnauba ma temperaturę topnienia ponad 80 C. Wtarta w fajkę tworzy barierę dla powietrza. A tak na marginesie, sposoby woskowania to radosna twórczość fajczarzy… Nikt nie zajmuje się smakiem, każdego interesuje wygląd. Ja właśnie o tym piszę.
    Piszesz, że fajkarze twierdzą, iż carnauba nie zapycha wrzośca. Ale z drugiej strony, który producent powie ci, że jego produkt jest do bani? Żeby potwierdzić, bądź zaprzeczyć temu co mówię, trzeba by zrobić próbę na kilku fajkach i wyeliminować wpływ innych czynników.

    • Alan
      Alan
      18 lutego 2011 at 12:38

      To w takim razie dlaczego korzystają akurat z carnauby, a nie np. wosku pszczelego? Moim zdaniem coś musi być na rzeczy, jakąś porowatość ta carnauba musi mieć. Ale to takie wtrącenie między wódką a zagrychą.

      • marek milczek
        marek milczek
        18 lutego 2011 at 13:21

        bo temperatura topnienia pszczelego wosku to ok 60 C, a carnauby ponad 80 C. Wosk roztapiałby się w czasie palenia i ślamazarzył na fajce. Stosuje się carnaubę, bo jest najtwardszym woskiem naturalnym i o najwyższej temperaturze topnienia. A czy jest porowata?…

        • Alan
          Alan
          18 lutego 2011 at 13:35

          Czy rozgrzanie główki do temperatury 60 stopni przy normalnym paleniu jest w ogóle możliwe?

          • 18 lutego 2011 at 13:38

            to nie do końca tak, wosk pszczeli zaczyna „żyć” dużo wcześnie, robi się kleisty i mazisty nawet przy 30’paru stopniach- wiele zależy od składu wosku, czy był szlamowany i jak, czy był bielony itp… w stan płynny owszem przechodzi w zakresie 60-70 stopni.

            • marek milczek
              marek milczek
              18 lutego 2011 at 15:11

              z „ust” mi to wyjąłeś :). Przecież nie jest tak, że w temp 59.9 C wosk jest twardy jak kamień, a w 60ciu topi się.

            • 18 lutego 2011 at 17:55

              W przypadku Karnauby prawie tak się dzieje..

  6. johnny
    18 lutego 2011 at 23:31

    marek, to co piszesz (dla laika jak ja) ma rece i nogi. na chlopski rozum, jesli smakowa wyzszosc wrzosca argumentuje sie jego porowatoscia, to jakakolwiek proba zapychania dziur faktycznie wydaje sie byc strzalem w stope.

  7. johnny
    19 lutego 2011 at 07:30

    „(…)można by spytać po co w ogóle wykańczać powierzchnie fajki(…)” – zeby ja drozej sprzedac? wiekszosc ludzi wybiera to co im wizualnie pasuje?

    „Stosowanie carnauby to (…) nakładanie warstwy ochronnej i nabłyszczającej” – zgadza sie (patrz wyzej).

    „(…) jednocześnie nie blokuje przepuszczalności wrzośca.” – apropos tematu „teoretyzowania” i „błędnych wniosków”? ;)

    A mnie sie wydaje, ze to po prostu „mniejsze zlo”. kompromis.

  8. marek milczek
    marek milczek
    19 lutego 2011 at 12:25

    Wojtku, ja nie twierdzę, że karnauba zasyfia fajkę. W każdym razie nie autorytatywnie. Po prostu wyraziłem wątpliwość :), z którą się podzieliłem. Sam mam za małe doświadczenie. Nie chcę się mądrzyć i upierać głupio i bronić tego jak niepodległości. Jeżeli ktoś odświeżył kilkadziesiąt, a może kilkaset fajek i nie zauważył różnicy między woskowaną a niewoskowaną, to nie ma co się upierać. Właśnie dlatego napisałem, żeby usłyszeć opinie wielu ludzi. Tyle się słyszy, że kupno fajki jest loterią, że czasami takie same, tej samej firmy, a w smaku jedna idealna, a inna syf. Że tak naprawdę nikt nie umie w sposób pewny i i nie budzący wątpliwości powiedzieć co właściwie wpływa na smak fajki, że pomyślałem, iż jedną z przyczyn może być woskowanie, zwłaszcza po doświadczeniu z moją fajką. To mógł być przypadek i inne przyczyny.
    Bo jakby się zastanowić, zgodnie z „moją” teorią, najlepsza powinna być fajka nieopalona, bo wtedy działałaby „wentylacja” fajki. A tak nie jest.
    Mam jeszcze jeden problem, ale zupełnie z innej beczki. Napiszę o nim tutaj
    http://www.fajka.net.pl/poradniki/wlasnorecznie/plastyka-na-dnie-komina/
    bo nie chcę zapaskudzać wątku. (ja to mam problemy, prawie jak panna na wydaniu :) :) )

  9. yopas
    20 lutego 2011 at 10:07

    keilwerth napisał:
    Na chłopski rozum… Można i tak, ale chyba każdy wie, że „na chłopski rozum” i „teoretycznie” często prowadzą do błędnych wniosków.

    Ja tylko w kwestii formalnej. W aktualnie funkcjonującej logice nie ma miejsca na coś takiego, jak dowód doświadczalny. Z faktu, że 10000000000000000000 doświadczeń zakończyło się pozytywnie nie wynika nic. Tak, jak z faktu, że jeżeli coś ma prawdopodobieństwo równe zero wcale nie wynika, że to coś się nie zdarzy.
    Więcej, choć trudno to sobie wyobrazić, (nie tak już bardzo współczesna) fizyka zdarzeniu, że nagle ze stojącej szklanki wyskakuje herbata, przypisuje prawdopodobieństwo dodatnie.

    Podsumowując kwestie dowodzenia czegokolwiek: implikacje skonstruowane są tak, że jeżeli wyjdziemy z fałszywego założenia, możemy spokojnie dowodzić czegokolwiek, ot chociażby z faktu, że 2+2=5 wynika, że ja jestem papieżem (to taka wprawka ze wstępu do logiki).

    I tu leży pies – raczej nie mamy założeń, które potrafilibyśmy uznać za prawdziwe.

    UkłonY,

  10. marcin szarywilk
    marcin szarywilk
    20 lutego 2011 at 12:21

    To mam pytania prawdopodobnie zupełnie „od czapy”, ale…
    Czy ktoś używał wosku na piankach?
    Jeśli tak, czy zmieniało to ich smak?
    To czy powierzchnia jest natłuszczona wpływa na to jak pianka czernieje, ale czy w obecnośni tego tłuszczu ( np. z paluchów nie mytych spirytusem ;) ) czernieje bardziej dlatego, że w tych miejscach gorzej odparowywuje, czy odwrotnie?
    Tak sobie myślalem, że może da się porównać zachowanie w tej kwesti pianki i wrzośce?

    • Alan
      Alan
      20 lutego 2011 at 12:37

      Co nieco na ten temat pisał Keilwerth na swoim blogu =>ło tutaj< =

  11. anonymous
    20 lutego 2011 at 13:34

    Dzisiaj jest międzynarodowy dzień palących fajkę, mam nadzieję, że wiecie.

  12. 21 lutego 2011 at 11:33

    Kurz i brud z łapsk też pewnie swoje robi jeżeli chodzi o zatykanie porów wrzośca. Pewnie bardziej punktowo, ale jednak. Mycie fajki spirytusem po wierzchu również nie jest jakąś częstą praktyką (a może?) czyli opcja czysty wrzosiec + wosk, który łatwo przetrzeć szmatką i goły wrzosiec narażony na wszelkie szkodliwe czynniki z zewnątrz.. to chyba gdybanie bez sensu ;]

  13. Janusz
    Janusz
    21 lutego 2011 at 14:53

    Coś w tym jest ?.kiedy odrapałem jedną ze swoich fajek(ANGELO) z lakieru bo już paskudnie w niektórych miejscach obłaziła i no …“profanum“.. nie miałem specjalnego wosku tylko kawałek starej świecy z “prawdziwego” wosku (takie żółte pachnące woskiem) no i natarłem w pocie czoła parę razy moją nagą fajeczkę ,która po paru paleniach przestała się kleić do palców ale bardzo mi smakuje i jest taka przyjemna w dotyku , taka swojska chociaż niby naga a może dlatego że naga !!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*