Fałszywki fajkowe

31 marca 2011
By

Gdy włączam komputer, pierwsze co robię, to przeglądam fajkowe portale aukcyjne. Pewnie jak większość z szanownych forumowiczów. Ślinię się na widok niektórych fajek jak dziecko na widok cukierka :). Są fajki zwyczajne, ale i takie, które podnoszą mi ciśnienie. Ceny takich egzemplarzy osiągają niebotyczne kwoty. Nie jestem ekspertem, panowie Jacek Rochacki i „jalens” mogliby duuuużo więcej napisać, ale sądzą, że tak naprawdę płacimy za markę, nie za fajkę. Można sobie wyobrazić dwie takie same fajki – jedna Bruyer Garantie Albanie za 20 zł (można taką fajkę samemu zrobić….), a druga identyczna, ale np Dunhilla. Ta druga będzie kosztowała krocie.

I tak sobie pomyślałem, co by było gdyby wziąć taką fajkę – Albankę, zedrzeć sygnatury i nabić dunhillowskie. O np takie i takie (oczywiście dobrane do kształtu fajki)

Rozmawiałem ze znajomym grawerem i powiedział, że to żadna sprawa zrobić takie stemple. Mi oczywiście ani w głowie takie procedury, bo ani się nie znam, ani nie mam takiej natury. Ale ciekawy jestem ile fałszywek wisi po szafkach fajczarzy jako skarby największe… Przecież nawet na srebrnych opaskach można zrobić fałszywe znaki. A cena może kusić…
Co o tym sądzicie?

Tags:

15 Responses to Fałszywki fajkowe

  1. 31 marca 2011 at 23:08

    gdzies, kilka dni temu JAR zdaje sie wspominal ze takie oszustwa sie zdarzaj.
    Jednak sprawa nie jest taka prosta, obawiam sie ze fajki dunhila to nie tylko sygnatura i dosc latwo odroznic ich stylistyke, a przede wszystkim charakterystyczny rysunek drewna, choc moge sie mylic, wiekszosc dunhili ktore widzialem mialy w sobie cos przez co nie patrzac na sygnatury spokojnie mozna bylo zgadnac marke. Zatem aby takie osustwo sie udalo, trzeba by fajke taka nie tyle przerobic co zrobic klon jakiegos modelu dunhilla z podonego jakosciowo materialu opracowujac go w podobny sposob- np przez odpowiednie bejcowanie itp…

  2. Alan
    Alan
    31 marca 2011 at 23:08

    Przeniosłem do odpowiedniego działu. Marek coś ostatnio o tym zapomina ;)

    • marek milczek
      marek milczek
      31 marca 2011 at 23:50

      coś tam klikam :), ale znowuż nie widać zdjęć. Czy to moja wina?

      • Alan
        Alan
        1 kwietnia 2011 at 00:09

        Wklejenie samego linku nic nie da, trzeba skorzystać z kontrolki nad oknem tekstu. Pisząc wpis korzystasz zapewne z edytora wizualnego – czyli widzisz w nim to, co ukaże się po opublikowaniu, bez znaczników html.

        • marek milczek
          marek milczek
          1 kwietnia 2011 at 00:15

          aaaa cholera zapomniałem o tym. Cha cha !!!

  3. Jacek A. Rochacki
    31 marca 2011 at 23:58

    Nie mam tu do powiedzenia nic czego bym już nie mówił, a odzywam się gdyż niejako czuję się tu wywołany do zabrania glosu. Zatem cytując samego siebie:
    ..wartość/smak fajki wynika z jakości i sposobu przygotowania materiału oraz z „inżynierii” naszego palidełka…
    Pisząc to właśnie skończyłem palenie tego samego tytoniu (SG FVF) w mało prestiżowym bulldogu Hardcastle Jack O’London z lat ’30 (niecałe 100 PLN na EBay włącznie z przesyłką), a teraz palę z Dunhilla billiarda model 60 z 1944 roku. Oba palenia bardzo smaczne, ale bardzo różne mimo tego samego tytoniu. A czemu ? a temu, że fajki Dunhilla były poddawane procesowi traktamentu olejowego, co wpływało czy wręcz kształtowało smak palonych w nich tytoni. Natomiast przy tej okazji niech mi będzie wolno przypomnieć, iż od zawsze istniały najróżniejsze metody przygotowywania wrzośca do obróbki mechanicznej czyli „wyganiania” z niego kwasu taninowego i soków – ang. sap. Fajka wykonana z tak przygotowanego materiału winna zapewniać smaczne palenie, i nie widzę przeciwwskazań, aby „albanka” wykonana z dobrze przygotowanego wrzośca nie była tak smaczna jak podobnie wykonane fajki tzw. „prestiżowych” marek.

    Osobną kwestią jest sprawa fałszerstw, pisał już o tym Śp. P. John Loring
    http://loringpage.com/pipearticles/80s%20Fakes.htm

    Z pewnego punktu widzenia sprawa sprowadza się do szerokości czy rozległości naszej siatki punktów odniesienia. Jasne, że paląc fajki określonych producentów uznajemy niektóre z nich za dla nas topowe; ale może nie należy uznawać ich za „miarę wszechrzeczy”. No i pamiętajmy, że wrzosiec po traktamencie olejowym zdaniem wielu daje nieco inny – nie znaczy że zawsze lepszy, ale jednak inny – smak, niż wrzosiec przysposobiony metodami tradycyjnymi. Nota bene metody tradycyjne dawały i dają znakomite rezultaty – od naprawdę starych Barlingów, Charatanów czy popularnych ongiś BBB do współczesnego James’a Upshall. Wiele osób odczuwa wyraźne różnice smaku pomiędzy fajkami po traktamencie olejowym a takimi przyspasabianymi bez zastosowania kąpieli olejowych. No i ostemplowanie sygnaturą marki stosującej oil curing nawet najlepszego wrzośca nie poddanego traktamentowi olejowemu prędzej czy później musi się skończyć kompromitacją.

    • marek milczek
      marek milczek
      1 kwietnia 2011 at 00:12

      Panie Jacku, mnie chodzi o fałszerstwa pojedynczych egzemplarzy. Nie podszywanie się pod markę. Kupując jakiś rarytas za sporą sumę, który będzie „paździochem” fajczarskim, kolekcjoner wstawi go do szafki jako lokatę kapitału. O tym pisałem. Czy coś Pan słyszał o takich przekrętach za spore pieniądze.

  4. Jacek A. Rochacki
    1 kwietnia 2011 at 00:39

    Odpowiedź w wersji skróconej: nie, nie słyszałem. Temat wszakże wymaga rozwinięcia. Na początku: kto to jest kolekcjoner ? Kolekcjonerem jest Osoba dysponująca poważną wiedzą, z jej piętra tworząca zbiór problemowy/tematyczny, i stąd z reguły nie pada ofiarą tak prostych fałszerstw, obliczonych na nie znających się na rzeczy amatorów.

    Kolekcjonerstwo to wiedza –>zabytkoznawstwo. I tak: bardzo ważną sprawą jest wiarygodność proweniencji danego obiektu czyli jego wiarygodnej ponad wszelką wątpliwość metryki- świadectwa pochodzenia. Na wielu pchlich targach na świecie widzialem za tzw.psie grosze biżuterię antyczną z czasów Starożytnego Rzymu za małe bardzo pieniądze. I nikt się tym nie interesował. A czemu ? a temu, że obiekty pochodziły z tzw.”dzikich” wykopalisk, nie były opatrzone wiarygodnymui metrykami. To oczywiście przykład, a mam dane by sądzić, iż w każdej dziedzinie zbieractwa takiego bardziej serio sytuacja jest podobna. I to może po częsci tłumaczyć ceny za Dunhille ze zbioru Johna Loringa – niebotyczne w porównaniu do cen super okazyjnych które się czasem pojawiają na internetowych serwisach aukcyjnych. Tyle, że tymi ostatnimi nikt się z grona poważnych zbieraczy nie interesuje.

    A nie bardzo widzę takiej Osoby jat to opisuje przedmówca jako kolekcjnera…jak powiedzialem, kolekcjoner – to znawca. I taki nie poluje na pojedyńcze egzemplarze, dobierajac je pod kątem posiadania jednego czy nawet kilku egzemplarzy tej czy innej marki, na dodatek tworząc zestaw według swego „widzimisię” i nie nie znając się głebiej na danym zagadnieniu. Wiem, że na wielu forach takie Osoby określają swoje zestawy jako kolekcje, ale to już zupełnie inna historia.

  5. Jacek A. Rochacki
    1 kwietnia 2011 at 08:34

    Ad dendum. Dla uniknięcia zmarnowania pieniędzy na nietrafioną inwestycję należy dokonywać jej z piętra wiedzy – albo własnej albo zaufanej Osoby, zasadnie występującej w roli znawcy. Przecież nawet kupując używane auto wiele Osób daje je do sprawdzenia/dla ekspertyzy w zaufanym warsztacie. No i w sumie co prawda niektóre fajki osiągają pułap cenowy kilku tysięcy $, ale obawiam się, iż niekiedy jest to kwestia nie wiemy jak trwałej mody; w sumie fajki nie są jak mi się wydaje najlepszą inwestycją jeśli mamy na celu przyrost ich wartości z wiekiem. Znam co prawda przypadki takich fajek które osiągnęły znaczny przyrost ceny i były wystawiane na aukcjach u Sotheby’s czy Christie, ale to jest statystycznie rzecz biorą dla mnie raczej wyjątek potwierdzający regułę; gdzieś czytałem, że np. fajki ze zbiorów bodaj Dereka Green są oferowane na Ebay przez znanego Sprzedawcę Pipestud (proszę o korektę jeśli pomyliłem osoby) za w sumie nie aż tak zawrotne pieniądze. Wiele zależy – jak to przy inwestycjach – od zakładanego horyzontu czasowego naszej inwestycji. Być może po dłuższym czasie i fajki będą znacznie przybierały na wartości – za czasów mego dzieciństwa np. obiekty secesyjne nie były w szczególniejszej estymie, a jakoś od lat 60/70 zrobiła się moda na secesje; to samo dotyczyło wielu prac np. malarzy – ale nie wszystkich: np. modne jeszcze w międzywojniu rysunki architektury Stanisława Noakowskiego czy akwarelki Karola Kossaka (tak, Karola – to nie pomyłka) jakoś nie wzrosły bardzo na wartości materialnej. A dziś można za 100-200 GBP czyli za cenę fajek współczesnych (Ashton na przykład) zakupić w znakomitym stanie z pięknymi elementami ze srebra fajkę dobrze ponad stuletnią.

    • marek milczek
      marek milczek
      1 kwietnia 2011 at 14:45

      Nie znam się na handlu dziełami sztuki. Natomiast coś niecoś wiem o handlu i fałszerstwach motocyklami zabytkowymi. Jest to proceder w Polsce rozpowszechniony dość mocno. Głównie za sprawą radzieckich motocykli powojennych, które żywcem „ściągnięto” z niemieckich motocykli. Radziecki Iż49 i niemiecki DKW-NZ 350 to praktycznie identyczne motocykle. Podobnie radziecki M72 i niemiecki BMW R71
      http://www.kolyaska.pl/izhevsk.html

      I o ile Iż w tzw gruzie kosztuje kilkaset zł, o tyle DKW to już duże pieniądze. Wystarczy więc kupić Iża, dołożyć do niego kilkanaście charakterystycznych, oryginalnych dla DKW elementów, dwa tygodnie intensywnej pracy i z kilkuset zł robi się kilkadziesiąt tysięcy. Takie motocykle są wywożone do Niemiec i tam sprzedawane kolekcjonerom, muzeom i zwykłym kupcom. Są praktycznie nie do odróżnienia. Fałszowane są tabliczki znamionowe, produkowane części imitujące oryginały. Dużo by pisać…
      A wracając do tematu, to rynek dzieł sztuki i „staroci” pełen jest doniesień o fałszerstwach – choćby słynne pamiętniki Hitlera.
      Wpisałem w „guglarkę” – fałszerstwa i wyskoczyło mi od groma artykułów, choćby ten
      http://szkolazklasa.gazeta.pl/szkolazklasa/1,58420,2383620.html

      Pewnie ma Pan rację, że fajek nie podrabia się ze względu na nieopłacalność tego procederu. Chociaż nigdy nie wiadomo ile ich jest pochowanych przez tzw „nowobogackich rusków” (nie obrażam Rosjan, to synonim bogatego idioty obwieszonego złotem i wydającego na lewo i prawo forsę).
      Parafrazując jednego z naszych „wybitnych polityków”, z przymrużeniem oka stwierdzić można, że to iż nic nie wiadomo o tych fałszerstwach, świadczy o tym, że fałszerstwa są doskonałe :) .

  6. Jacek A. Rochacki
    1 kwietnia 2011 at 14:57

    Ależ nigdy nie powiedzialem, że fajek się nie podrabia. Wręcz przeciwnie; czyżby umknął naszej uwadze artykuł na temat fałszerstw Dunhilli do którego zamieściłem link w swoim pierwszym tu wpisie ?
    http://loringpage.com/pipearticles/80s%20Fakes.htm

    Wskazywalem tylko na ryzyko inwestycji w fajki jeśli się ma na uwadze przyrost wartości zainwestowanego kapitału.

    Poważniejsza wiedza na temat fałszerstw zabytków bywa tematem specjalnych szkoleń dla ekspertów domów aukcyjnych, a jest czy winna być częścią studiów muzealników i historyków sztuki w ramach zajęć/przedmiotu p.t. zabytkoznawstwo.

    • marek milczek
      marek milczek
      1 kwietnia 2011 at 15:27

      „Ależ nigdy nie powiedzialem, że fajek się nie podrabia. Wręcz przeciwnie; czyżby umknął naszej uwadze artykuł na temat fałszerstw Dunhilli do którego zamieściłem link w swoim pierwszym tu wpisie ?”
      Fakt, umknął :). Zasugerowałem się Pańskim pierwszym zdaniem wpisu z dzisiaj z godz 00:39.
      Eeeech te fajki. Zaczynając przygodę fajczarza, myślałem – kupię fajkę i będę sobie palił. A tu takie dylematy sobie wymyślam…

  7. Jacek A. Rochacki
    1 kwietnia 2011 at 17:49

    Nic nie stoi na przeszkodzie, aby kupić sobie fajkę i w niej palić. Można kupić sobie wiele fajek i nazwać to kolekcją. Najważniejsza jest – co podkreślam – radość. A są różne drogi do jej osiągania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*