Trafika w moim miasteczku

12 czerwca 2014
By

Jest w Ostrołęce sklep, w którym półki gną się pod ciężarem kunsztu i rozkoszy skroplonych i zamkniętych w butelkach z ciemnego szkła.

Młody człowiek nimi rozporządzający, zna się na tym co sprzedaje i może długo rozprawiać o fermentacjach, słodach, chmielu i wszystkim innym co się z piwem wiąże. Jest też bardzo uprzejmy i gdy nikt nie patrzy, nalewa z kranika przeróżnych pyszności by ułatwić wybór stałemu klientowi.
Jest w tym sklepie także gablotka z tytoniem, papierosami, cygarami itp, nic nadzwyczajnego. Dziś, kupując kwas chlebowy zapytałem sprzedawcę i właściciela zarazem, czy nie myślał o powiększeniu oferty o tytonie fajkowe.
Odpowiedział, że w sumie to tak, ale nie wiedział jak się do tego zabrać i co sprowadzić by się sprzedawało. Spytał czy mogę mu coś polecić.
Zamyśliłem się i wiele cud-ziół przeszło mi przed oczyma, stwierdziłem jednak że sprawa wymaga dłuższego zastanowienia i konsultacji z doświadczonymi kolegami. Zapowiedziałem mu więc że na fajkowym forum stworzę wpis, który właśnie czytacie.
Ostrołęka to miasto liczące nieco ponad 50 tysięcy mieszkańców. Trafiki jako takiej tu nie ma. W kilku miejscach zakupić można Białe domy, Alsbo, Amphorę i Tilbury, towar dla konesera.
Pytanie do kolegów brzmi: Co mam powiedzieć temu miłemu panu?
Pierwsze co mi przyszło do głowy to Gawith,y, FVF ? jakaś latakia ? Może Stanislawy bo tanie? Mac Baren Va no1?
Z tanich aromatów wymienionych powyżej chyba lepiej zrezygnować skoro są one już dostępne w innych punktach.
Co poradzicie ?
A może są na tym portalu fajczarze z Ostrołęki? Co najchętniej by palili?



30 Responses to Trafika w moim miasteczku

  1. Rheged
    12 czerwca 2014 at 06:16

    Owszem, są fajczarze z Ostrołęki. Powinieneś powiedzieć, zgodnie z prawdą, że w Ostrołęce lepiej nie robić trafiki. Jeśli oczywiście zależy Ci, aby sklep z dobrym piwem nie upadł.

    • ajt
      12 czerwca 2014 at 16:34

      Aż tak źle ? Wróciłem niedawno, nie znam warunków ale myślę sobie że skoro w kioskach są te wszystkie syropowe cuda to ktoś je musi kupować. Dziwi mnie to szalenie. Czy w ogóle istnieją fajczarze z kilkuletnim stażem, wciąż ze smakiem palący kioskowe aromaty ?? Może nie widzą że jest coś innego?

      pozdrawiam

    • skip
      13 czerwca 2014 at 07:15

      Ale może warto namawiać właścicieli takich sklepów, żeby mieli chociaż 3-4 „ludzkie” tytonie na składzie. Niekoniecznie z najwyższej półki, ale cokolwiek lepszego niż te syropy.
      Taki zestaw:
      1. Belle Epoque
      2. Virginia no.1
      3. Scottish Blend Mac Barena
      itp
      Może warto namawiać? :)

  2. K.S.
    12 czerwca 2014 at 22:30

    Byłem wczoraj w Ostravie(300 000 ludzi ) w trafice firmowanej przez Mostex I jest to jedna z nie licznych trafik przy granicy z Polską z dużym wyborem tytoni I powiem tak tubylec przedemną kupił 5 tytoni ja wziołem 5 a za nmą człowiek kupował fajkę Petersona więc potęcjał na pewno tam jest natomiast specyfika Ostrołęki a I całego rynku fajczarskiego w Polace jest pewnie zupełnie inna i nie namawiałbym do otwarcia w tak małym mieście trafiki

    • MM
      MM
      12 czerwca 2014 at 22:49

      za dwa tygodnie będę jechał przez Ostrawę. Warto się zatrzymać? Jak z cenami? Jak z wyborem (interesuję mnie mieszanki angielskie)? skoro firmowana przez Mostex to może kupię Stanisława London Mixture w beczce, tak z 50 kg:) dzięki z góry za odpowiedź

  3. K.S.
    12 czerwca 2014 at 23:03

    Przy okazji warto się zatrzymać wybór duży przynajmniej w porównaniu z trafikami na południu Polski chociaż z drugiej strony w porównaniu z naszym fajkowem to nie wygląda aż tak różowo Stanisława mają wybór , ceny mają nisze ze względu na akcyzę . Na stronie Czeskiego Mostexu znajdziesz adres , natomiast beczkę zamów wcześniej bo napewno jej nie mają na miejscu

  4. ajt
    2 lipca 2014 at 18:10

    Chyba źle zatytułowałem niniejszy wpis, przez co wprowadza on w błąd. Panu o którym mowa nie chodzi o założenie klasycznej trafiki a o dodanie do tytoniowego asortymentu niewielkiej ilości tytoni fajkowych. Dziś powiedziałem mu o raczej nieprzychylnych prognozach, mimo to chciałby spróbować. Prosi o wskazanie 5-6 tytoni.

    Ja typuję:

    1 i 2, za Skipem, Mac Baren: Scottish Blend i Va no 1
    3 Stanislaw London mixture jako latakię
    4 Kentucky Bird
    5 FVF, chyba najbardziej rozpoznawany produkt SG.
    6 Bellini Torino.

    Proszę teraz o kolegów propozycje i korekcje powyższej listy.

  5. Mikael Candlekeep
    Mikael Candlekeep
    2 lipca 2014 at 21:21

    Ajt’cie, chyba zbyt ambitnie podszedłeś do tematu. Obawiam się, że żeby sprzedawcy choć trochę opłaciło się poszerzenie oferty o tytonie fajkowe, to w miejsce Samuela Gawitha należałoby wrzucić Amphorę (czystą virginię zapewni Mac Baren i to będzie z pewnością lepiej sprzedająca się opcja, niż Full Virginia Flake), a latakię, która będzie zalegać na półkach, zastąpić jakimś Alsbo czy innym Borkum Riffem. Ot, życie.
    Można pomyśleć jeszcze o którymś z W.O.Larsenów (w domyśle: Simple Unique).

  6. Kien2
    2 lipca 2014 at 21:36

    Ponieważ sklep zwykle zaopatruje się w hurtowi, to radziłbym raczej Panu Sklepikarzowi zwrócić się do fachowców, czyli do przedstawicieli tejże hurtowni. Oni wiedzą, co się sprzedaje, i proporcjonalnie do wielkości powierzchni magazynowej i wystawienniczej punktu handlowego dobiorą asortyment. Z informacji na stronie fajkowo.pl wynika, że prowadzą sprzedaż hurtową, więc nic prostszego, jak przekazać Panu Sklepikarzowi ten namiar. Kierowanie się indywidualnymi odczuciami kilku klientów nie wróży dobrze przyszłości biznesu.

    • ajt
      3 lipca 2014 at 10:56

      W sumie racja. To też temu panu przekażę.

    • yopas
      3 lipca 2014 at 11:02

      Z drugiej strony zwrócenie się do „właściwego” hurtownika spowoduje, że na półce pojawią się kolejne tony Amphory i Aalsbo baaardzo dużo aroma…

      • Mikael Candlekeep
        Mikael Candlekeep
        3 lipca 2014 at 11:52

        To jest, obawiam się, nieuniknione. Tytonie w rodzaju SG i z jeszcze wyższych półek są jak wisienka na torcie. Żeby biznes się opłacił – niestety, Alsbo i Amphory pojawią się prędzej czy później. Jak pisałem wyżej – ot, życie.

      • Kien2
        3 lipca 2014 at 11:59

        Oparcie się we wstępnej fazie biznesu na poradzie fachowców znających branżę nie oznacza, że w fazach kolejnych należy całkowicie wyłączyć pracę szarych komórek. Po tzw. „zatowarowaniu” (brzydkie słowo nieobecne w słowniku, ale ochoczo używane przez fachowców i nieźle oddające istotę rzeczy)Pan Sklepikarz powinien systematycznie śledzić wyniki sprzedaży poszczególnych asortymentów, i stosując tzw. metodę pareto usuwać produkty najgorzej rotujące, a w ich miejsce wprowadzać nowości. Natomiast przyczyny obecności owych (pfu) Alsbo wraz z wstępnymi i zstępnymi na niemal wszystkich trafikowych półkach mogą być dwie:
        a) Większość fajczarzy właśnie toto pali, mając w pogardzie opinie wyrafinowanej mniejszości.
        b) Producent ma rozwinięty salesforce, i w ramach działań marketingowych płaci właścicielowi sklepu tzw. „opłatę półkową”, która jest niezależna od wyników sprzedaży. :)

        • yopas
          3 lipca 2014 at 12:05

          Wiem, że odpowiedź a) jest prawdziwa. Co wcale nie wyklucza równoczesnej prawdziwości b).

          • Mikael Candlekeep
            Mikael Candlekeep
            3 lipca 2014 at 12:46

            Moim zdaniem istnieje jeszcze odpowiedź c), czyli „większość fajczarzy właśnie toto pali, bo nie wie, że można palić coś innego z większą przyjemnością”, tudzież „nie zna innych opcji”.
            Nie zmienia to jednak faktu, że, jak napisał Kien2 – działalność żeby się opłacała, rozpocznie się pewnie masówką. Dopiero potem można ją rozwijać (podobnie zresztą, jak gust lokalnych fajczarzy zaklasyfikowanych do odpowiedzi c)). Wydaje mi się, że wprowadzenie od razu tytoni „niemasowych” spowoduje nieopłacalność i kompletne odejście od sprzedaży fajkowego ziela.

            • yopas
              3 lipca 2014 at 12:50

              Odpowiedź c) również nie wyklucza a) i b).

  7. ajt
    3 lipca 2014 at 14:35

    Ciekawi mnie kwestia świadomości palenia. W jakim stopniu sukces aromatów wynika z preferencji większości a w jakim z niewiedzy.
    Jeśli się nie bywa na fajkowych forach, nie robi internetowych zakupów, to skąd w takim mieście jak Ostrołęka dowiedzieć się o istnieniu np latakii?

    Można wreszcie założyć, że w małych mieszkają zwolennicy naturalnych tytoni ale skazani są wyłącznie na internet albo zakupy w większym mieście. Więc z lokalnych sklepów schodzą tylko syropy.
    I ulegamy iluzji że tylko na takowe są klienci.

    Zastanawiam się czy jest sens oferować najpospolitsze aromaty, skoro są one dostępne w co najmniej 3 kioskach, i to w lepszej lokalizacji. Ostatecznie sklep handluje piwami regionalnymi, więc towarem poszukiwanym przez ludzi o nieco większych wymaganiach smakowych i jakościowych. Może znajdą się wśród nich fajczarze?

    • PiotrekN
      3 lipca 2014 at 16:01

      Z doświadczenia – nie znajdą

    • Kien2
      3 lipca 2014 at 17:02

      Odpowiem (wbrew pozorom zdecydowanie a propos) na Twoje pytanie pytaniem: a dlaczego kobiety noszą szpilki? Są z pewnością cholernie niewygodne, więc znacznie rozsądniej byłoby przecież chodzić w mięciutkich, dobrze wyprofilowanych adidasach. Odpowiedź brzmi: chodzą, bo chcą się podobać innym ludziom. Identycznie jest z tytoniami. Wiadomo przecież, że palący w trakcie palenia zapachu nie czuje, ale czują go przebywający w jego otoczeniu ludzie. I mówią: jak pięknie pachnie! Albo proszą: zapal fajkę! W tym momencie palący jest przez chwilę, albo i dłużej, w centrum uwagi i z pewnością jest mu przyjemnie. To gra warta świeczki, szczególnie, jeśli w zachwyt wpada płeć przeciwna (albo może, zgodnie z duchem czasu: preferowana)! :)

      • ajt
        3 lipca 2014 at 23:27

        Fajne porównanie;) Jeśli jest trafne, to przeraża mnie wyobrażenie tych wszystkich męczenników którzy za odrobinę uwagi i ciepłe słowo męczą się z syropami. Są przecież lepsze tytonie towarzyskie.

        Na szczęście są liczne mniejszości wśród kobiet i fajczarzy. Moja nie nosi szpilek, głównie dla tego że sam jej tego zabroniłem, za wiele widziałem haluksów i nie lubię okaleczać tego co kocham. A zapach latakii bardzo jej się podoba.

        Zauważyłem z resztą że im kobieta bardziej ,,wyrobiona,, artystycznie, im jej charakter ciekawszy i bardziej ,namiętny, tym większą sympatią darzy zapach naturalnego tytoniu, ze szczególnym uwzględnieniem wędzonki.
        Nie jest to jednak twierdzenie poparte systematycznym badaniem. Zapewne istnieją liczne odstępstwa/odstepczynie od reguły.

        • yopas
          4 lipca 2014 at 08:48

          Znaczy, czyta fajkanet… ;)

          Oraz:
          Jednak budzi się we mnie coś w rodzaju współczucia, dla wszystkich tych, którzy palą tylko po to, żeby stworzyć aż taką pozę (ofc. wszyscy palimy fajki dla jakiejś pozy). Niemniej, dręczyć się czymś, co jest okrutne, tylko dlatego, żeby… w dobie aromatyzowanych liquidów, w dobie aromatyzowanych papierosów… smutne to. Naprawdę.
          UkłonY,

          • Obzon
            Obzon
            4 lipca 2014 at 14:41

            Odpowiadając na wpisy powyżej dotyczące świadomości chciałbym zauważyć, że wcale nie jest tak, że doświadczeni (czy też ci „prawdziwi) fajczarze palą naturalne tytonie, a początkujący i tzw „szpanerzy” palą ładne dla otoczenia pachnidełka. Takie uproszczenie jest nie uczciwe. Chociażby dla tych doświadczonych palaczy, którzy lubią zapalić sobie amfore. Popularne aromaty palą zarówno początkujący jak i starzy wyjadacze. Sam ostatnio widziałem w akcji, starego, doświadczonego palacza, nabijającego fajkę Mastro de Paja tytoniem Alsbo Gold. Technika palenia była naprawdę godna pozazdroszczenia. Facet rozmawiał, przechadzał się z fajką po gabinecie a na koniec wysypywał popiół do popielniczki i wyciągał kolejną fajkę z plecaka i od nowa nabijał.
            Warto też zauważyć, że założyciel fajka.netu śp. Jalens, również lubił sobie zapalić aromaciki, a świadomość i wiedzę o tytoniach miał wzorową.

            • miro
              4 lipca 2014 at 15:35

              1. A ja tak sobie myślę, że może nie warto dorabiać do tego ideologii czy skomplikowanych teorii – chodzi mi o aromaty vs. naturale, potrzebę lansu, „świadomość fajczarską”. Kto chce, ten się dowie; inna rzecz, co z ta wiedzą później zrobi. Bazując na własnym mało reprezentatywnym przykładzie: czytam, szukam, próbuję – ale jakoś wracam do tych kilkunastu dobrze rozpoznanych i lubianych.
              2. Można narzekać na to, że ulubiony tytoń jest niedostępny stacjonarnie – choć nie widzę sensu, prawie wszystko można kupić on-line. Fizyczny kontakt? Może mieć znaczenie, gdy chce się kupić fajkę – wiadomo: nawierty, symetryczność i tak dalej. Ale tytoń – żeby powąchać czy dotknąć puszkę czy kopertę? Bo przecież przed zakupem jej nie otworzysz. W rozwoju dobrze zaopatrzonej trafiki, szczególnie w mniejszej miejscowości, przeszkadza popyt, a raczej jego brak – jest nas po prostu za mało, w dodatku jesteśmy rozproszeni geograficznie – i tutaj widać kolejną przewagę sklepów internetowych: geografia ma dla nich małe znaczenie.
              3. Marzenia o idealnej trafice… niby można – tylko ze świadomością, że to pozostanie w sferze marzeń. Był na fajkanecie kiedyś taki zabawny konkurs na tekst o wymarzonym klubie fajkowym chyba: teksty literacko bardzo przyjemne, tylko raczej bez jakiejkolwiek siły sprawczej. Chociaż całkiem niedawno w Glasgow byłem w sklepie, który jakąś część powyższej listy życzeń wyczerpywał – przynajmniej w kwestiach kompetentnych i miłych sprzedawców i możliwości powąchania, a nawet otrzymania próbki.

              • ajt
                6 lipca 2014 at 22:59

                Myślę że nie jest tu tworzona ideologia i żaden z komentujących nie dyskredytuje palących aromaty. Rozważania dotyczą jedynie przygnębiająco monotonnego asortymentu w większości sklepów z tytoniem i przyczyn takiego stanu rzeczy.

  8. Kien2
    3 lipca 2014 at 16:24

    Hi, hi! Ale nam się ciekawa dyskusja wykluła (przynajmniej dla mnie, bo na temat start-up’ów zdarzyło mi się onegdaj co-nieco liznąć, a nawet odpłatnie przekazywać dalej). Nie do końca mogę się Wami, drodzy Koledzy, zgodzić. W latach 50. ubiegłego wieku wielki guru teorii biznesu, niejaki Peter F. Drucker napisał, że do sukcesu w działalności gospodarczej potrzebne są dwie rzeczy: innowacja i marketing. Nie wymienił pieniędzy, ponieważ jeśli masz naprawdę dobry pomysł na produkt lub usługę oraz wiesz jak i komu je sprzedać, pieniądze pojawią się „same” – czy to w postaci kredytu z banku, czy też zaangażowania tzw. „business angels”. Mimo upływu kliku dziesiątków lat w powyższej mierze praktycznie nic się nie zmieniło.
    Sklep z tytoniem i akcesoriami do jego palenia sam w sobie nie jest niczym nowym ani odkrywczym, przyznacie. Oprócz tego rynek coraz intensywniej przejmowany jest przez portale internetowe, które mają znacznie szerszy wybór towarów, dają komfort zapoznania się z ofertą w domowych pieleszach i w ekspresowym tempie dostarczają towar. W jaki zatem sposób spowodować, by potencjalni klienci zechcieli fatygować się po towar właśnie do nas? Odpowiedź brzmi: poprzez zaoferowanie wartości dodanych niedostępnych u konkurencji. Żeby owe wartości odnaleźć, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czego nie da się przekazać przez Internet? Gdybym pisał na ten temat książkę, rozwodziłby się na ten temat na następnych 100. stronach, ale ponieważ jest to krótka, pisana ad hoc notka, do razu przejdę do meritum. Przez Internet nie da się przekazać: atmosfery wnętrza, perswazji, smaku, zapachu i dotyku. Innowacja przybliżająca nas do sukcesu powinna zatem oprzeć się na tych właśnie elementach. Tak więc owa potencjalna trafika powinna:
    1) Być obsługiwana przez sympatycznego, profesjonalnego doradcę, któremu nie jest obcy smak tytoniu podawanego przy użyciu fajki tradycyjnej, sziszy i cygara (to jest warunek sine qua non). (Zwróćcie uwagę, że nakłonienie osoby palącej fajkę czy sziszę do spróbowania nowego tytoniu jest stosunkowo łatwe, jeśli jesteś w stanie na jego temat powiedzieć coś interesującego)
    2) Dawać klientowi możliwość bliższego zapoznania się z oferowanymi tytoniami, tj. przynajmniej możliwość ich dotknięcia i powąchania, a najlepiej i spróbowania na miejscu przy dobrej kawie… (Generalnie wyobrażam sobie taki lokal jako coś w rodzaju klubu, stanowiącego połączenie kawiarni, palarni i sklepu).
    3) Jeśli idzie o marki tytoni – oferować to co inni stacjonarni sprzedawcy + przynajmniej drugie tyle w postaci starannie wyselekcjonowanych, wysokiej jakości blendów.
    4) Posiadać w ofercie komplet akcesoriów do palenia (na nich można zarobić chyba znacznie więcej, niż na samym tytoniu – nigdy nie liczyłem, czy wydałem w swoim życiu więcej na fajki, czy też na tytoń, filtry i wyciory, ale odnoszę wrażenie, że właśnie na te pierwsze).
    5) Na bieżąco inwentaryzować potrzeby asortymentowe zgłaszane przez klientów i systematycznie wzbogacać o nie ofertę.
    To tylko kilka szkicowych propozycji, których wdrożenie na pewno doprowadziłoby do wypracowania wysokiego poziomu lojalności klientów i spowodowało, że chcieliby nas regularnie odwiedzać.
    Pozostaje jednak odpowiedzieć na pytanie zasadnicze: jaki jest, mówiąc nieładnie, „docelowy target”, czyli ilu palaczy fajki i ewentualnie sziszy oraz cygar mieszka w Ostrołęce? Bo jeśli stu, to gra nie jest warta świeczki…

    • ajt
      3 lipca 2014 at 23:28

      Gdzie w Polsce jest taka trafika? Będę wiedział gdzie spędzić wakacje;)

      • Kien2
        3 lipca 2014 at 23:46

        Sęk w tym, że chyba nie ma… (:

        • ajt
          3 lipca 2014 at 23:59

          To miejsce które na chwilę jedynie, odwiedzają fajczarze zasypiając. Ukołysani litrami regionalnego piwa, w pokoju zasnutym fajkowymi dymami. Takiej trafiki, w takim śnie Waćpanom życzę ;)

          • Kien2
            4 lipca 2014 at 00:09

            :)

  9. ajt
    6 lipca 2014 at 23:02

    Dziękuję wszystkim za odpowiedzi.
    Najlepiej będzie jeśli linka do powyższych rozważań wyślę samemu zainteresowanemu. W końcu jego to będzie ryzyko, zysk bądź strata.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*