Ursa Maior

6 stycznia 2015
By

Supernowa to astronomiczny termin opisujący kilka rodzajów kosmicznych eksplozji, które powodują powstanie na niebie nowego, niezwykle jasnego obiektu. Niestety wbrew temu, co mogłaby sugerować taka nazwa, zaistnienie tego zjawiska nie oznacza powstania nowej gwiazdy. Z reguły oznacza jej śmierć. W najlepszym przypadku radykalną transformację w coś zupełnie innego.

Ursa Maior

I pewnie wiele razy widzieliście podobne analogie. Coś trzasło, błysło, pojawiło się, spodobało nawet i… zdechło. Żreć przestało. Zasklepiło się, obrosło i stanęło. Czasem dla zmylenia wykonując serię dziwnych przyruchów, gestów i min, które i tak trudno zrozumieć. Bo tu na dole, to raz, że słabo widać, a dwa, że ludzie teraz jakby w karku słabsi – długo łba zadzierać rady nie dają.

A ja dla odmiany chciałbym Wam pokazać zjawisko zupełnie przeciwne, choć wielu z Was wydać się może aż nazbyt oczywiste. Niestety z rzeczami „nazbyt oczywistymi” Polak ma taki problem, że jakoś nie sposób mu ich zaprezentować. Chociaż muszę przyznać, że i w tej dziedzinie następują zmiany. Bo moje pokolenie z pewnym zażenowaniem przyzna, że potrafi dodać dwa do dwóch (bo i jaka to sztuka), natomiast wśród tych, co o połowę młodsi, już da się zaobserwować jankeską manierę, by takie umiejętności (powszechne i oczywiste) przedstawiać jednak w kategoriach wysokiej specjalizacji oraz ważnych przymiotów osobistych.

Ale wracając do „nazbyt oczywistych”, a w zasadzie tej konkretnej nazbytoczywistości, proszę jeszcze raz spojrzeć na fajkę zamieszczona na zdjęciu tytułowym. Jest to, a jakżeby inaczej, fajka wykonana dla mnie przez Rafała Woźniaka, a jej parametry to:

Długość: 134mm
Wysokość: 43mm
Głębokość: 38mm
Średnica komina: 19mm
Szerokość/średnica główki: 33mm
Waga: 35 gramów
Materiał:
Ustnik – akryl
Główka – wrzosiec Extra Extra od Jaume Homa

Fajka została wykonana na zamówienie, w którym sprecyzowałem wyłącznie kilka najważniejszych dla mnie punktów odniesienia tj: kształt, wielkość komina, wykończenie, oraz materiał ustnika. I chociaż to w zasadzie artykuł właśnie o tej fajce, to nie jest ona jednak tą nazbytoczywistością, o której tyle wygrafomaniłem wyżej. O co zatem idzie autorowi? Bo, że popija w trakcie pisania (lub zażywa czopki przeciw hemoroidom) to raczej oczywiste. Otóż, nie wiem jak Wy, ale ja obserwuję twórczość Rafała niemalże od początku jego publicznej działalności. Oczywiście na tyle, na ile Rafał ma ochotę się przed nami pochwalić. Zatem są to obserwacje wyłącznie punktowe. Ale taki sposób obserwacji ma również swoje zalety, bo łatwiej dostrzec wtedy zachodzące zmiany (typu: „Jezus Maria – niuniuś – aleś wyrósł”). I muszę przyznać, że Matko Święto, Rafał, aleś wyrósł. Bo postęp, w jakim fajkarsko rozwija się Rafał w tym momencie, budzi mój olbrzymi szacunek, a efektem owego szacunku, było złożone zamówienie.

I nie ma lipy. Jest elegancka, dobrze wykonana fajka, która wspaniale trzyma się paszczy i pali chłodno i smacznie od pierwszego odpalenia. Faktem jest, że obiecałem Rafałowi, że palił będę w niej wyłącznie Frogi Mortony, ale nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził (pokerzysta ze mnie raczej wątpliwej proweniencji), więc na pierwsze kilka paleń wybrałem jednak macbarenowską Virginię no1 (z cygarową domieszką), żeby nikt mi nie zarzucił, że piszę o smaku fajki, zabijając go najpierw przy pomocy słodzonej latakii.

Na osobny akapit oraz medal z wieńcami zasługuje natomiast samo wykończenie. Rafałowa ryfla spodobała mi się od „pierwszego wejrzenia”, a musicie mi wierzyć na słowo, lub zobaczyć na jakimś spotkaniu, że na tej fajce jest wykonana niezwykle pieczołowicie i precyzyjnie, a wszystko bardzo ładnie podkreślone przez odpowiednio dobraną bejcę. Tutaj muszę dodać, że w swoim zbiorku blisko 40 fajek posiadam tylko dwie fajki ryflowane, w tym jedną w której ryfla zajmuje prawie 100% powierzchni. I to jest właśnie ta fajka, zrobiona przez Rafała, którą zamówiłem ze względu na to charakterystyczne wykończenie. Tu oczywiście bardziej otwarty fajkowy umysł powie, że nie ma w tym nic nowego, wyliczy listę fajkarzy, którzy zdobili/zdobią swoje dzieła podobną fakturą i na koniec wydmie usta i doda, że może szkoda czasu i energii na na takie wykończenie i lepiej zająć się czymś bardziej odkrywczym. I być może będzie miał rację, choć mnie w rzeczach, które mi się zwyczajnie podobają, specjalna innowacyjność potrzebna nie jest.

Rafał zdaje się powoli wchodzić w świat wielkiego fajkarstwa. Jego fajki sprzedają się poprzez dealerów zagranicznych, a na obcojęzycznych forach można przeczytać pozytywne opinie o jego pracach. To dobrze, bo z całym szacunkiem, dla nas tu zgromadzonych, Polska to nie jest dobry kraj na Fajkarstwo. Ani rynku, ani szkoły, ani promocji. Tradycja też taka trochę „na umówmy się”. A i tak paradoksalnie, od czasu do czasu, Fajkarz się trafi.

Przed nami nowy 2015 rok. Pozostaje mi życzyć (Wszystkim, Wszystkiego Najlepszego) Rafałowi, żeby Wielka Niedźwiedzica zawsze pokazywała mu właściwą drogę, a Wybuch Supernowej trwał i trwał i trwał i w nic go nie przeistaczał.

Na koniec jeszcze dwie prawdy marketingowe. Jedna to ta, że klient głosuje portfelem – to ja w zasadzie zagłosowałem i Państwu bardzo zagłosować polecam. Szczególnie, że prywatnie uważam, że to teraz jest najwłaściwszy czas po temu (a czemu? To już proszę samemu wykonać tę pracę domową). Druga to ta, że sukcesem nie jest sprzedać jedną rzecz. Sukcesem jest sprawić, by klient powrócił. A ja jak patrzę na niektóre fajki Mariposa, zaczynam również myśleć, czy nie warto uwzględnić takiego wydatku w budżecie.

Resztę zdjęć mojej fajki wykonanej przez Rafała można znaleźć: TUTAJ.

Tags: ,

21 Responses to Ursa Maior

  1. Boro
    Boro
    6 stycznia 2015 at 21:42

    Ja tylko dodam, że na Instagramie co i rusz poprawiam ludzi, którzy piszą w temacie Rafałowych fajek: „this blast is sick!”, „amazing ring grain”.

    Rafał, pracuj mocniej i bardziej, bo efekty są!

    • KrzysT
      KrzysT
      6 stycznia 2015 at 21:55

      Ja bym chciał jeszcze zwrócić uwagę na skromność warsztatu Rafała, którą pokazał na jednym ze zdjęć.
      Okazuje się, że jak się bardzo chce, to można przy użyciu stosunkowo szczupłych lokalowo i sprzętowo środków robić fajki na światowym poziomie.
      Jak również na ten wspomniany postęp, a raczej jego tempo.
      Patrząc na pierwsze fajki Rafała absolutnie nie zapowiadało się, że będzie robił TAKIE RZECZY. I powiem jeszcze, że moim zdaniem wśród naszych fajkarzy młodego pokolenia to jest największy postęp dokonany na przestrzeni roku. Imponujące. Jestem bardzo ciekaw, w jakim kierunku będzie się ta twórczość rozwijała.

      PS. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie przyznał, że przez wrodzoną przekorę nie mam (jeszcze?) fajki Rafała. Czekam na ten moment, jak już mnie nie będzie stać i wtedy będę miał wytłumaczenie ;)

  2. 6 stycznia 2015 at 22:59

    nie wiem dlaczego mój wpis się nie opublikował.

    ale postaram się raz jeszcze napisać to, co za pierwszym razem:

    Pięknie napisane. Uwielbiam czytać Pawła teksty. A ten czyta się podwójnie miło, zważywszy na zauważony tu postęp i promocję fajki z Polski.

    Pozostaje mi pogratulować Pawłowi nabytku i życzyć smacznego palenia i radości z posiadania.

    Rafałowi gratuluję determinacji, postępu i mogę tylko jak na początku jego przygody powiedzieć: tak trzymaj. Kibicuję.

    ps. a najfajniejsze (serio serio) jest to, że Rafałowe wykończenie jest niezmienne i niezmiennie rozpoznawalne jak podpis autora. Jak pędzel Boznańskiej…. i tak trzymaj do kwadratu!

  3. R.Woźniak
    7 stycznia 2015 at 11:05

    O. Jaki ładny artykuł ;-) Cóż, dziękuję!
    Mam pytanie(!!??!!??) Czy to z wrodzonej przekory i fantazji Pawle Minor z Maior zamienione?
    Tomku, co do niezmienności wykończenia, niezmienne jest tylko dążenie do konkretnego efektu, samo wykończenie mocno się zmieniło (choć może są to mocno zmienione detale) nawet narzędzia się zmieniły i to parokrotnie.

    • yopas
      7 stycznia 2015 at 11:28

      Jest taki moment w życiu niedźwiedzicy, że przestaje być małą a zaczyna być dużą ;). Ale może faktycznie warto to raz na zawsze wyjaśnić: Rafał sygnuje fajki logiem z gwiazdozbiorem Małej Niedźwiedzicy/Małego Wozu.
      Pozdrowienia!

      • golf czarny
        7 stycznia 2015 at 12:54

        Ja swoją drogą myślałem ,ze będzie piwko z Bieszczad ;)

    • 7 stycznia 2015 at 14:41

      Rafał – mi chodziło dokładnie o to, że jest to rozpoznawalny znak Twoich fajek. Nie analizuję wgłębień i warsztatu – bo przeciętny użytkownik fajkę ma w ręku i co najwyżej ją sobie poogląda i popatrzy na inne w necie. I ocenia co widzi. A widzi podobny (!) i rozpoznawalny i (powtórzę) charakterystyczny sposób wykończenia.

      Tak oceniam przynajmniej ja – przeciętny oglądacz Twoich fajek w necie.

      A niezmiennie – nie znaczy źle – w kontekście tego, co wcześniej napisałem – a wręcz przeciwnie. IMHO – bardzo dobrze.

      jeśi wogóle wolno mi cokolwiek oceniać…

      • R.Woźniak
        7 stycznia 2015 at 15:57

        Oczywiście, że wolno oceniać. Oceny są ważne, były ważne od samego początku i nadal będą.

  4. dopeman
    8 stycznia 2015 at 20:57

    Phi..mialem fajki Woźniaka zanim stał się sławny ;) A poważnie mam dwie z początków, jestem niesamowicie zadowolony, a po wejściu przed chwilą na stronę doznałem szoku. Jeszcze odrobinę a w osobistym rankingu miejscie pierwsze będzie ex aequo W.Pastuch&R.Woźniak.

    • yopas
      9 stycznia 2015 at 08:55

      Phi – miałem, miałem – teraz to każdy tak mówi, a jak trzeba było napisać, że dobre i że warto, to nie było komu :>
      UkłonY,

    • R.Woźniak
      9 stycznia 2015 at 10:35

      A ja uprzejmie proszę i to wcale nie ze skromności żeby nie porównywać moich fajek do Wojtkowych. Jeszcze nie. Ta „odrobina” to podejrzewam liczy się w latach. Cały czas patrząc na jego fajki i na swoje (i na zdjęciach i na żywo) zastanawiam się, dlaczego moje nie wyglądają tak jak jego? No dlaczego? Tu pojawiają się kwestie opatrzenia się z fajkami i doświadczenia fajkarza.

      • yopas
        9 stycznia 2015 at 10:56

        Wiesz Rafał, ale od tego nie uciekniesz… wolałbyś, żeby porównywano Cię z miszczem B.?
        UkłonY,
        Ps. A jeszcze w uzupełnieniu, tak się dziwnie składa, że akurat mam Wasze fajki (jak mi się wydaje) z podobnych etapów rozwoju. I ja, moim ślepym okiem, nie widzę żeby Twoja twórczość jakoś specjalnie odstawała (na tych konkretnych dwóch przykładach). Powiedziałbym, że nawet bardziej trafia w moje aktualne gusta.

      • KrzysT
        KrzysT
        9 stycznia 2015 at 20:11

        Rafał – nie zastanawiaj się. Rób. To po pierwsze.

        Po drugie: porównania nie pojawiają się bezpodstawnie. Możesz je traktować jak chcesz.

        Ale miej świadomość, że każdy przytomnie oceniający nie będzie cię porównywać z Wojtkiem „dziś”, tylko z Wojtkiem z pierwszego roku kariery/pierwszych kilkudziesięciu fajek. I to porównanie nie wypada źle – jeśli masz jakieś wątpliwości, to istnieje stosowny wątek na FMS, w którym Wojtek pokazywał swoje kolejne produkcje.

        Po trzecie – wolałbyś, żeby nie porównywali?

        Moje odczucia, odnośnie Twojej produkcji na dzień dzisiejszy są takie:
        Twój największy atut to wzornictwo, rozumiane przede wszystkim jako zdolność do wybierania niebanalnych kształtów i (co uważam za znacznie ważniejsze) umiejętność uchwycenia proporcji pomiędzy poszczególnymi elementami fajki. Oraz własny, charakterystyczny styl wykończeń powierzchni, który stał się znakiem firmowym (a jednocześnie nie dałeś się do niego przykuć – i dobrze). Staranność wykonania masz na dobrym poziomie, materiały są coraz bardziej różnorodne i ich połączenia zasadniczo wychodzą (a to nie jest łatwe i IMHO każdy zalicza tu mniejsze lub większe wpadki), robisz ciekawe ustniki. Ergonomii i inżynierii nie oceniam, dopóki nie wezmę do ręki, ale znowu – na oko jest obiecująco. Generalnie nie ma takiego aspektu rzemiosła, którego byś w ciągu tego roku nie poprawił (a niekiedy różnice są dramatyczne)

        Teraz jeszcze tylko kwestia przemyślenia i konsekwentnego wdrożenia tego, jak się będziesz sprzedawał, promował i pozycjonował na rynku. Na razie – strona zrobiła się fajna, fajki pojawiły się w sklepach, mówi się o nich i to nie tylko tu. Nie wiem, na ile masz to zaplanowane i gdzie się widzisz za parę lat, ale póki co porównania z twórczością Wojtka absolutnie nie wydają mi się przesadzone.

        • golf czarny
          11 stycznia 2015 at 17:33

          Najbardziej do mnie trafia powyższy komentarz. Nie są przesadzone. Mogą być krepujące. Ale przecież nie dla tych co te porównania czynią. ;) Tak, zdecydowanie fajka, która mam daje nadzieję. Cena, którą za nią zapłaciłem okazała się bardzo korzystna.Swoje uwagi przekazałem autorowi a pod postulatami Juliana się podpisuję i popieram. Osobiście uważam ,że aktem odwagi twórczej byłoby robienie fajek tak klasycznych ,że aż „nudnych” ale też rozumiem poszukiwanie swojej estetyki.

  5. Julian
    Julian
    11 stycznia 2015 at 15:10

    Piękne fajki, zwłaszcza te w klasycznych kształtach. Najbardziej cenię fajki klasyczne, bo po nich najłatwiej poznać, czy fajkarz naprawdę potrafi zrobić dokładnie to, co zaplanował. No i są najwygodniejsze, bo ludzkość doszła do nich metodą prób i błędów ładnych kilku pokoleń. Ale to na marginesie. Natomiast mam pytanie i sugestię. Czy sam wykonujesz ustniki i z jakiego materiału? Bo jeśli sam je opracowujesz, to są dwa-trzy „chwyty”, które powodują, że fajki które najbardziej lubię (Astley’s) tak dobrze leżą w zębach. Po pierwsze (i to chyba jest kluczowe): „rybi ogon” ustnika powinien być lekko wklęsły (nie prosty i w żadnym wypadku nie wypukły – wypukły bywał w niektórych tanich fajkach). Jest to miejsce, którego dotykasz koniuszkiem języka. Gdy ma profil leciutko wklęsły, pojawia się nieznane z innych fajek poczucie komfortu. Po drugie, boczne krawędzie ustnika w miarę zbliżania sie do „roboczego końca”, można lekko sfazować, nie zostawiać ich zaokrąglonych, lecz puścić im po brzegu płaszczyznę, taki lekki kancik, oczywiście minimalny i ze spolerowanymi krawędziami. Taką krawędź mają amberynowe ustniki Astley’s wykonywane przez Colina Fromma. I ostatnia rzecz: szczelina na końcu ustnika powinna mieć ciut opracowane krawędzie. Mam fajkę Charatana z nowej transzy, która ma te krawędzie tak, jak wyszły z maszyny. Są ostre, co czuje się językiem. Daje to niezastąpione poczucie obcowania z tandetą :-) Mam nadzieję, ze te sugestie ci się przydadzą, trzymałem je długo w zanadrzu, może będzie z nich w końcu jakiś pożytek :-)

    • R.Woźniak
      11 stycznia 2015 at 15:33

      Będę ten opis ustników czytał pewnie z kilkadziesiąt razy i pewnie zastosuję. Póki co korzystam z półproduktów akrylowych, które co prawda ostro przerabiam, ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to w ciągu kilku miesięcy powinienem przerzucić się na pręty i z nich robić ustniki. Sam jestem wielkim fanem wygody trzymania fajki w zębach (a nie w dłoni) dlatego te uwagi wezmę do serca.

      • Julian
        Julian
        13 stycznia 2015 at 00:48

        Do usług :-)

  6. maciej_faja
    12 stycznia 2015 at 16:54

    Do mnie na 2 tygodnie przed ŚBN dotarła przesyłka od Rafała. Niestety musiałem grzecznie czekać, by w końcu po Wilii dostać zawartość przesyłki w swoje łapy.
    Zadałem Rafałowi shape i wykończenie, a to wynik kompromisu wywołany specyficznym wykończeniem:
    https://www.dropbox.com/sc/uk0b12myp9fymzy/AAAepXP_F3OLPf01n5PPpETFa
    dla mnie rewelacja, jeszcze raz dziękuję Rafał :)

    • Julian
      Julian
      13 stycznia 2015 at 00:49

      Wykończenie na szyszkę cyprysową?

  7. kusznik
    kusznik
    13 stycznia 2015 at 11:51

    Arcydzieła! Dla mnie po prostu arcydzieła tworzysz. Ujmuje mnie ich taka jakaś lekkość i elegancja, subtelność…
    Szacun!

  8. Franz
    Franz
    14 stycznia 2015 at 20:04

    „Wszyscy mają mambę mam i ja”
    (galeria)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*