Three Nuns – czyli smakowita historia pełna fantazji

14 stycznia 2021
By

 

 

   Relaks, przyjemność, poszukiwanie niespodzianki lub czegoś znajomego z przeszłości ukrytej w dymie z  liści tlącego się tytoniu – to cel każdego fajczarza. To też powodowało mną, że w swoich wędrówkach tytoniowych zechciało mi się zgłębić tajemnicę „Trzech Zakonnic”. bowiem tak właśnie nazywany jest ten tytoń od ponad 120 lat. Zakonnice w tytoniu, toż to niewybaczalny grzech – pomyślałem od razu, ale po zastanowieniu, doszedłem do wniosku, że to angielska przewrotność i skłonność do przesady zapewne legła u podstaw tej nazwy. Więc, kupiłem „Three Nuns – None Nicer” MacBarena – nie patrząc na cenę – i… po lekkich zabiegach – godzinne przesuszenie tytoniu z puszki – napełniłem nim „Worobca 500”.

 

Trzy Zakonnice …

 

Szukając w necie uzasadnienia nazwy Trzech Sióstr Zakonnych dla sprawienia przyjemności nałogowcom znalazłem korzenie nazwy tego tytoniu. Historię ową i jej nazwę opisał w swojej monografii z 1902 roku „Wee Macgreegor”  John Joy Bell (1871-1934). Ojciec Johna Bella, James Taylor Bell, który był zamożnym producentem tytoniu i prowadził rodzinny biznes wraz ze swoim bratem Finlayem. Siedziba firmy mieściła się w imponujących, sześciopiętrowych magazynach na przedmieściach szkockiego Glasgow, przy Brunswick Street. Jedna z najbardziej znanych marek J&F Bell nazywała się Three Nuns.  I naprzeciwko domu Bellów przy Victoria Circus znajdował się klasztor, którego właścicielami były trzy siostry z Notre Dame. Trzy zakonnice. Czy te trzy kobiety, sąsiadki rodziny Bellów, mogły być siostrami, które zainspirowały słynną markę tytoniową? Według niepotwierdzonych, ale uznawanych doniesień historycznych, właśnie tak było.

Całej tej historii, fajczanej pikanterii dodaje fakt, że ulubieńcami tego tytoniu byli C.S. Lewis – autor „Opowieści z Narnii” oraz J.R.R. Tolkien –  autor „Władcy Pierścieni „ , których nie widywano bez fajki w ustach i dłoniach, a sami oni twierdzili, że „palenie tego tytoniu pomogło im napisać najlepsze z ich dzieł”. Dalej czytając o tym tytoniu – co jest oczywistym kłamstwem a świadczącym dziś o szkodliwości  palenia  – znajdujemy takie enuncjacje: Często stosowany jako lekarstwo, przepisywany na „prawie każdą chorobę, której dziedziczy ciało”, a nawet był postrzegany jako zabezpieczenie przed zarazą.

Przed takim używaniem i  rozrumienieniem palenia tego tytoniu bym ostrzegał.

 

Skład, smak i przyjemność czyli krzyk ale nie przez perique

 

 

„Three Nuns” przez ponad sto lat od Szkocji  poprzez amerykańskie i brytyjskie rynki (British American Tobacco) oraz STG i Orlika  zmieniał swoich wyznawców i producentów, by na stale zagościć od 2013 roku  w linii produkcyjnej duńskiego MacBarena. Jednak wszyscy ci, którzy zasmakowali w dymie „Trzech Zakonnic” pozostali im wierni i do dziś nie mogą zapomnieć wrażeń jakie dawała i daje im ta używka.

Gdy otwieramy puszkę to widzimy piękne zwoje, talarki, monety, krążki ciemniejszej Virginii , jasnego Perique, brązowego Kentucky i… Burley’a (?). Niemal tak samo jak u Mc Baren Dark Twista. Trudno określić co dominuje, ale na pewno Va to baza, na której buduje swą potęgę jedna trzecia (?) Per a może Bu albo cavendishowo-burleyowy Kentucky. Znawcy – a ja skromnie przyznam się, że nie zawsze te subtelności słodko-wiśniowo-śliwkowe (gusta nie podlegają dyskusji) potrafię przypisać do konkretnego tytoniu  – twierdzą, że to Per nadaje tego specyficznego smakowitego aromatu. Przyznam, że smak i zapach  subtelnej woni drzew, pachnącej śliwki, rumu, anyżu i kwiatów z ziołami dały mi przyjemność palenia.

Fajkę nabiłem kilkoma krążkami, po lekkim przesuszeniu, od spodu miękko, pulchnie, w środkowej części rozcierały się lekko, maziście, nie brudząc palców a przy tym wypełniając komin niemal pod rim. Dwie zapałki wystarczyły, choć później trzeba było wesprzeć tę symfonię synergicznych smaków odrobiną ognia, pomimo, że tytoń palił się pięknie, na chłodno i sucho zostawiając po sobie jako reminiscencję tej uczty biały, sypki, lekki popiół. Prawie tytoniowa poezja rzec by się chciało. Nawet przy mocniejszych pyknięciach, buchało smakowitym dymem a w ustach był łagodny posmak fantazyjnych wrażeń w zależności od rozmyślań palacza. Tin note – miły. Żadnego pieczenia, szczypania, czy smaku kondensatu. Bajka, marzenie i spokój. Moc tej mieszanki zadowoli każdego, to pełny smakowo średniak bez ambicji wzrostu siły. Paląc tę mieszankę, rzeczywiście można wędrować myślami do przeszłości znanej i tej fantazyjnej, nowej. Nie zaprząta głowy zbędnymi myślami.

Mój szef kiedyś mówił, „pisz mało ale smacznie” i taki jest ten tytoń, choć jego recenzja zaczyna się strasznie wydłużać, ale jest tego warta. To tytoń dla poczatkujących a zwłaszcza dla starszych fajkowiczów szukających w tych czasach pandemicznych możliwości wędrówki po sadach, lasach, Bałkanach, Grecji czy rodzimych stronach przy tlącym się cieplutko ognisku.

Tak jak to widzę u tych „Three Nuns”, choć czar zakonnic nigdy mnie nie kręcił, to w przypadku tego tytoniu powiem ,że zostaję jego fanem. Smacznie, pięknie i fantazyjnie. Jeden z recenzentów i wielbiciel tego tytoniu napisał; „krzyk ale nie przez perique” . I ja się z tym zgadzam. Krzyk zachwytu! Polecam wszystkim.

PS. To mój pierwszy tekst w tym zacnym gronie, więc wszelkie uwagi i krytykę chętnie przyjmę, jako że „pisać, każdy może, raz lepiej raz gorzej”, podobnie jak z paleniem fajki. Pozdrawiam 😊

Smoker

 

Tags: , , , , ,

13 Responses to Three Nuns – czyli smakowita historia pełna fantazji

  1. ap
    18 stycznia 2021 at 13:45

    No i zaintrygowałeś mnie, dziękuję za recenzję, jak gdzieś trafię zakupię. Pytanie z sali: do jakiego innego tytoniu można go przyrównać?

    • Smoker
      18 stycznia 2021 at 15:59

      Celowo nie porównywałem go z innymi tytoniami, bowiem znależć w nim – Three Nuns – można „Plumcake” i Balkan Blend też Mc Barena ale i posmaki „Amphory” czy inne słodkości „Sans Souci” lub „Black Chery” SG. Tylko trzy zakonnice to bardzo dobrze zrównoważony tytoń, w którym trudno znaleźć „Lidera”. to taka fajna harmonia, stąd ilość smaków pięknie się przenika nie drażniąc – nawet zbyt niewyrobionego fajczarza jak i wytrawnego smakosza tytoniu. Takie mam sugestie,

    • Smoker
      18 stycznia 2021 at 17:03

      Celowo nie porównywałem go z innymi tytoniami, bowiem znależć w nim – Three Nuns – można „Plumcake” i Balkan Blend też Mc Barena ale i posmaki „Amphory” czy inne słodkości „Sans Souci” lub „Black Chery” SG. Tylko trzy zakonnice to bardzo dobrze zrównoważony tytoń, w którym trudno znaleźć „Lidera”. to taka fajna harmonia, stąd ilość smaków pięknie się przenika nie drażniąc – nawet zbyt niewyrobionego fajczarza jak i wytrawnego smakosza tytoniu. Takie mam sugestie,

      • KrzysT
        KrzysT
        19 stycznia 2021 at 21:42

        Całkiem się nie zgadzam z tymi porównaniami powyżej. Three Nuns – w wersji „perikowej” był raczej wytrawnym, klasycznym, lekko ostrawym VaPer-em, któremu daleko było do jakichkolwiek aromatów. Może zmienił go dodatek Kentucky, ale jakoś nie sądzę, żeby aż w tak drastycznie, przynajmniej jeśli chodzi o zbliżenie do różnych wisienek ;)
        Blisko to jest, hm, GH Curly Cut De Luxe czy Stokkebayowe Bycze Oczka. Z tym, że bardziej w wyrazie, niż w smaku. Na TR ktoś wskazywał Cabbie’s Mixture i to też jest niezły trop.
        Świetny zamiennik na starej recepturze robił Danish Pipe Shop, jako mieszankę numer bodaj 111.

        A Tolkien, to akurat palił (zgodnie z zeznaniami syna) to, co akurat było w miarę tanie i dostępne. Owszem, puszki po Capstanie i Mniszkach gdzieś się tam podobno po domu walały 😉

        • Smoker
          19 stycznia 2021 at 22:15

          Trudno rozmawiać o gustach i smakach, więc polemizować nie zamierzam, ale właśnie popalam „trzy siostry” i wytrawnego smaku – w tej, niemieckiej wersji, która posiadam nie odczuwam. No chyba, że już mi tak „porąbało” kubki smakowe, że nie odróżniam hiszpańskiej Rijojy od portugalskiego Porto. Ale to tylko indywidualne wrażenia. Pantha rei – napisal filozof i to, że wszystko sie zmienia to fakt. Więc może i „Three Nuns” uległy przemianie, co w wypadku zakonnic jest trudne do ogarnięcia, ale – patrząc obok, na tzw. życie – wszystko jest możliwe.
          Stokkebayowe Bycze Oczka to rzeczywiście mocna duńska tradycja blendowania Va po Black Cavendish, ale ja tych nutek u zakonnic nie poczułem. De gustibus… A z literatami, poetami, dziennikarzami i tzw, wolnymi zawodami tak bywa. gdy jest kasa, to używają rozkoszy życia na całego by potem zejść do poziomu…. „Three Nuns”, tez za duże pieniądze.

  2. Aleksander
    Aleksander
    18 stycznia 2021 at 16:36

    Dzięki za fajny tekst. Mnie również zaintrygował ten tytoń, po równi składem jak i literackimi i literaturoznawczymi nawiązaniami – tym bardziej, że wcześniej o nim nie słyszałem.
    Jeśli mogę dopytać, to czy można to gdzieś w Polsce dostać? Czy tylko import z Niemiec lub skądinąd, jak sugerowałoby zdjęcie?

  3. Smoker
    18 stycznia 2021 at 17:01

    Rzeczywiście ten tytoń „Three Nuns” kupiłem w Niemczech. Jego cena jest dość wysoka po nad 18 euro. ale, cóż za luksus się wszędzie płaci.

  4. ap
    18 stycznia 2021 at 19:31

    U nas raczej nie jest dostępny.

  5. arasshater
    arasshater
    19 stycznia 2021 at 09:51

    Bardzo fajna recenzja: akurat do porannej kawy i fajeczki. Już wiem, że będę chciał spróbować tego tytoniu.

  6. Grimar
    Grimar
    19 stycznia 2021 at 10:42

    Dzięki za recenzję. Ciekawostki historyczne bardzo zacne. Mam gdzieś zasłoikowane 50 g, trzymane od około 2 lat. Może warto otworzyć i sobie odświeżyć smak.

  7. Grimar
    Grimar
    19 stycznia 2021 at 11:30

    Jedna tylko uwaga:
    Do Three Nuns dorzucano periqua tylko do 2003 roku. Od tamtego czasu zamieniono go na Dark Fired Kentucky, więc obecnie sprzedawane puszki zawierają co innego niż gościło w fajkach Tolkiena. Źródła takie jak Tabaccoreviews wspominają jeszcze o „brazylijskim liściu”, ale oficjalna strona Mac Barena nie potwierdza tych rewelacji.

    • Smoker
      19 stycznia 2021 at 16:31

      Tak, masz rację, dlatego w tekście -zastrzegłem się ,że być może był to „cavendishowo-burleyowy Kentucky”. Swoje wrażenia i smaki oparłem o to co czułem podczas palenia tego tytoniu, pomijając historyczne informacje o jego składzie. A Tolkien – zanim rzucił palenie tytoniu – to po „Three Nuns” był też fanem ” Capstan Original Navy Cut” ( po polsku byłby „kabestan”, takie oryginalne marynistyczne skojarzenie zapewne przyświecało twórcom tego tytoniu. ). Na tym tytoniu zakończył swoja przygodę z fajką i jej paleniem.

  8. Hagan
    23 stycznia 2021 at 09:17

    Przede wszystkim gratuluję recenzji. Dla mnie jakiś trochę bez wyrazu, wyobrażam sobie, że dodatek periqua mógł dać mu kopa. Ale może jestem uprzedzony bo to jedyny tytoń jaki mi spleśniał w puszce, może z powodu zawartości cukrów (taki jakiś glupowaty). Zdecydowanie brakuje mi w nim wytrawnej nuty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*